Od lat ciągnie się za nami ten sam, uporczywy podział – na „onych z miasta” i „tych ze wsi”. Utrwalony stereotyp, wedle którego mieszkaniec prowincji to ktoś gorzej ubrany, mniej wykształcony, oderwany od cywilizacji – bez dostępu do dobrej szkoły, lekarza czy nawet porządnego sklepu. Kiedyś może było w tym ziarno prawdy, ale świat poszedł naprzód, a wraz z nim polska wieś.
Dziś wystarczy wybrać się na niedzielną mszę do wiejskiego kościoła, by przekonać się, że coś się zmieniło. Samochody stojące pod świątynią to często nowoczesne SUV-y, a nie zakurzone maluchy. Kolorowe chustki na głowach kobiet ustąpiły miejsca eleganckim płaszczom, dobrze skrojonym marynarkom i smartfonom. Wieś wypiękniała, zyskała dostęp do infrastruktury, internetu, kultury. A jednak ten podział wciąż żyje. Co gorsza – coraz częściej podsycany jest sztucznie.
Najboleśniejsze jest to, że podział ten nie pochodzi od ludzi, którzy nigdy na wsi nie byli. On narodził się w głowach tych, którzy stamtąd pochodzą, ale dziś – żyjąc na Ursynowie czy Woli – patrzą na „zostawionych” z góry. Z tramwaju czy przez szybę metra oceniają innych, często z pogardą. Bo przecież oni są już „stamtąd”, z tej nowoczesnej, postępowej Polski. Z tej, która żyje szybciej, głośniej, bardziej europejsko.
Tymczasem to właśnie ci „zostawieni” są dziś właścicielami ziemi, domów, firm. To tu – w mniejszych ośrodkach – jest dziś majątek i stabilność. Mieszkańcy wielkich miast często jeżdżą służbowymi autami, spłacają kredyty, martwią się o wynajem, podczas gdy „prowincja” powoli i systematycznie się odbudowuje.
W czasach PRL-u próbowano ten podział zasypać. Wysokiej klasy specjaliści, lekarze, nauczyciele byli delegowani do mniejszych miast i wsi. Działało to – przez jakiś czas – bo wieś zyskiwała nie tylko drogi i wodociągi, ale też ludzi z misją. Dziś rzadko który młody człowiek z dyplomem marzy, by wrócić na prowincję. Dziś wieś jest znów „gorsza”, choć realia temu przeczą.
W polityce podział ten stał się narzędziem. Donald Tusk, w jednej z najbardziej symbolicznych kampanii, podzielił Polskę na „moherową” i „nowoczesną”. Ta druga miała być lepsza, mądrzejsza, bardziej „światowa”. A ta pierwsza – zaściankowa, konserwatywna, niewykształcona. To wtedy pojawiło się hasło „zabierz babci dowód” – okrutne, symboliczne odebranie starszemu pokoleniu prawa głosu. Tym, którzy harowali całe życie, by wnuki mogły się kształcić. Ci, którzy zapłacili największą cenę transformacji, zostali wyszydzeni. Odczłowieczeni.
Po ośmiu latach rządów Prawa i Sprawiedliwości wiele regionów zyskało. I mówię to z pełną odpowiedzialnością – bo tu, w naszym regionie, są nowe drogi, światłowód, gaz, kanalizacja. Mamy dostęp do kultury – kino, teatr, biblioteki w zasięgu godziny jazdy samochodem. Nie spędzamy pół życia w korkach. Dzieci wracają bezpiecznie do domów. I wreszcie – nikt nie kpi z majówki pod krzyżem ani z poświęcenia pól. Prowincja przestała być „gorszym światem”. Dlatego nie dziwi, że ludzie chcą tego nie stracić. Głosują nie z sentymentu, ale z rozsądku.
A jednak – nawet dziś – pojawiają się komentarze: „Wstydzę się, że jestem ze Stoczka”. Wstyd, że ktoś głosował inaczej. Że nie wpisał się w „uśmiechniętą narrację”. Czasem to już nie krytyka, to czysta agresja. Fanatyzm. Pogarda. To właśnie ma być ta równa, tolerancyjna Polska, na którą musimy głosować…
A przecież podziały, kiedy osiągają taki poziom emocji, przestają być polityczne – stają się społeczne. A to już niebezpieczne. Bo żadne społeczeństwo długo nie przetrwa, jeśli nie będzie się nawzajem szanować.
Dlatego nie mówię szeptem, skąd pochodzę. Mówię to z dumą. A ci, którzy próbują nas zawstydzić – niech spojrzą wokół siebie. Bo może to nie my jesteśmy „gorsi”. Może po prostu mamy inne priorytety.







Więc uzupełniam historię, bo w twoim streszczeniu a zwłaszcza w wypowiedzi mecenasa tego NIE MA!!! Od razu poprawię swój błąd…
„Jestem gotów usiąść do rozmów choćby dziś.” - to chyba coś nowego po X-latach?
Tekst to streszczenie 1/1 wypowiedzi mecenasa Wójcickiego, więc może lepiej niech tak zostanie. Można zawsze dopowiedzieć w komentarzach ;)
Marcinie, a może tak dodać w tym Twoim zapisie historii rok 2000 kiedy to doszło do ugody między stronami?
Dobrze.