Rok 1831 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski…. Eee tam. Bujdy na kółkach. Były nadzwyczajne zdarzenia i jedno z takich opiszę dziś wraz z godzinami je poprzedzającymi.
Dwernickiego obudził hałas w izbie. Po wieczornym przyjęciu głowa mu ciążyła lecz mimo to w powietrzu wyczuł zapach jajecznicy na boczku. To gospodarz szykował śniadanie. Gość, jakim niewątpliwie był Dwernicki, nie chciał wyjść na lenia, zatem postanowił dołączyć do domowników. Już się ubierał gdy do pokoju, bez pukania, wpadł powstaniec. Był to Władek: marudny, ogorzały, niecierpliwy i z niewyparzonym językiem osobnik, który mimo swoich wad był dobrym człowiekiem.
- Jenerale – zakrzyknął Władek z wejścia – Jenerale! Rosyjscy imperialiści stacjonują opodal!
Dwernicki spojrzał na Władka niechętnie. Wiedział, że czas prowadzi do starcia, a on wolał jeszcze odpocząć. W Stoczku był pierwszy raz lecz już wiedział, że jest to najlepsze miejsce do odpoczynku. Przepiękne widoki, mili mieszkańcy, wszystko to sprawiało, że Dwernicki zaczął myśleć czy aby nie zostawić wszystkiego w pieruny i zamiast w Bieszczadach, nie osiedlić się tu na stałe. Po głowie chodziły mu jeszcze słowa zasłyszanej wczorajszego wieczoru przyśpiewki miejscowych: „Moje Miasto Stoczek, piękna okolica, gdyby nie Warszawa, byłaby stolica…”.
- Po pierwsze – odezwał się Dwernicki chrapliwym głosem – wycieraj buty. To nie obora. Po drugie: daleko stoją?
- W Seroczynie – szybko padła odpowiedź zawstydzonego uwagą o butach Władka.
- Co jeszcze o nich wiemy? – zapytał generał.
- A no tyle, że maszerują już kilka godzin. Dowodzi nimi Gejsmar. Pod nim są 3 pułki kozackie: dońskie Choperskiego i Płatowa oraz 5. Konny Czarnomorski. Do tego dysponuje 8 armatami lekkimi 28 kompanii oraz 2 armatami pozycyjnymi 29 kompanii. Wojów ma o połowę mniej niż my.
Dwernicki nie obawiał się spotkania z nimi. Wiedział, że kozacy nie wezmą udziału. Słyszeli oni bowiem, że każdemu kto się zatrzyma w Stoczku choć na chwilę, potrafi się udzielić słowiańska wściekłość Koziarów, a Dwernicki spędził w Stoczku prawie 20 godzin. Kozacy woleli nie ryzykować starcia i odczucia wściekłości na własnej skórze.
- Oto moje rozkazy – wydobył z siebie Dwernicki – po pierwsze rzuć te widły. Ale nie w kota! – popatrzył generał na małe futro zwinięte w kącie. Wskazując na nie palcem powiedział – sam to teraz wytłumaczysz gospodarzowi. Ale do rozkazów: za dwa pacierze zbiórka w pełnym rynsztunku. Wszyscy mają być gotowi do wymarszu. Idziemy pod Zgórznicę. Działo tych dwóch obiboków zostawiamy tu. Jak wrócą, dołączą do nas. Z działem zostaje 4 ludzi do pomocy. To tak na wszelki wypadek. Ja będę gotowy za chwilę. Idziemy zrobić Gejsmaro-kalipsę.
Po zbiórce nadszedł czas na wymarsz. Ze śpiewem na ustach pomaszerowali. Zapach zbliżającej się bitwy uderzał w nozdrza niesiony przez lutowe, mroźne powietrze. Po kilkunastu minutach, minąwszy rzekę Świder, zatrzymali się. Za nimi był Stoczek, po lewej rozpościerało się pole przecięte wstęgą rzeki, po prawej zaś osada zwana Zgórznicą. Stali tak i czekali. Możliwe, że Dwernicki spodziewał się jakichś dwóch nagich mieczy lub czegoś podobnego, lecz „carscy” to nie ta kultura. Te miecze napewno już przetopili lub przepili. Zbliżała się piąta godzina oczekiwań, gdy nagle Władek nie wytrzymał i wykrzyknął:
- No i gdzie oni są psie syny, małpie wnuczki?
Pytanie poszybowało i mogło wydać się rozkazem, gdyż tuż po nim padła pierwsza salwa ze strony Gejsmara. Strzelał jak by nakupił petard 15 sierpnia. Już godzina ostrzału a powstańcy mało nie turlali się ze śmiechu. Strzały te choć groźne, nic nie mogły im zrobić. Zwyczajnie nie dolatywały. Wtedy to ktoś poinformował generała, że jego dwaj spóźnieni z pomocą 4 pozostawionych w Stoczku pchają armatę. Dwernicki wysłał im rozkaz, aby niepostrzeżenie ustawili się po prawej stronie na górce, skąd będą mieli dobry widok oraz bardzo dobre miejsce do ostrzału. W tym samym czasie Gejsmar wyprowadzony z równowagi swoim nic nie dającym ostrzałem kazał Paszkowowi rozpocząć atak konny. Paszkow, nie znając dowcipu: „Panie, głęboka ta woda? – To nie Wołga, to Dunajec! – Ja ci „kurtka” dam do jajec…”, puścił swych konnych na przeprawę przez pobliskie jeziorko. Gdy Gejsmar zobaczył jak topią się wojowie Paszkowa aż usiadł.
- I jak tu walczyć z rusem jak on sam dla siebie jest morderstwem – mruknął pod nosem Dwernicki.
W międzyczasie Tofek i Waluś z pomocą im przydzieloną ustawili się na górce. Obserwowali nieudolność wroga. Gejsmar podjął decyzję ataku. Gdy tylko ruszył w ich stronę poleciała salwa wystrzelona z Armaty ustawionej na górce. Tofek z Walusiem uwijali się jak w ukropie. Jeszcze nie opadł dym poprzedniego wystrzału a już dało się słyszeć następny. Dwernicki spojrzał i pokiwał głową. Wiedział, że takich trzech jak tych dwóch to ani jednego. Pomyślał, że trzeba będzie im dać pochwałę w jadłospisie. Czego się nie robi dla najlepszych?
Po przyjęciu ostrału, najeźdźcy rozpierzchli się na wszystkie strony. Nie szli już zwartym szeregiem. Wtedy do walki postanowił włączyć się sam Dwernicki, który do tej pory trzymał swe wojsko w gotowości. Gdy tylko skończył krzyczeć: „Do ataku!”, Władek wystrzelił jak z procy. Chciał rozgonić to ruskie tałatajstwo i pogonić je aż do Petersburga. On sam. Jedyny. Walczył jak Maximus w „Gladiatorze”. Carscy tracąc rezon zrobili odwrót resztek, które z nich pozostały.
Gdy opadł kurz a radość zwycięstwa uniosła się w górę,potęgowana powstańczymi gardłami, na miejsce bitwy przybyli mieszkańcy okolic. Obiecali ustawić pomnik, który będzie upamiętniał tę donośną chwilę zwycięstwa.
A Dwernicki zapytacie? A Dwernicki żył długo i szczęśliwie.
A gucio prawda. Pomaszerował dalej lać opornych podwładnych Mikołaja I, którzy panoszyli się na naszych ziemiach.
Tak to było drodzy moi, lecz karty historii przyjmują tylko pięknie napisane słowa. Prawda bywa zupełnie inna…







Super to chce sie czytac.pelen szacun…
Mam tylko nadzieję, że nikt się nie zdenerwował za umieszczenie w opisie.
B R A W O !!
Jak Upadałeś to na szczęście nie na głowę 🙂
Dobry wpis, uśmiałem się!
Czy nie na głowę to nie wiem. Nie pamiętam nic z tego momentu.
Cieszę się, że dałem radę wprowadzić uśmiech na Twoją twarz.