Wujaszek Heinrich uczy i bawi: Nie jestem zupą pomidorową, czyli o tym dlaczego nie włażę Wam w tyłki i jeszcze o kilku innych sprawach.

zupa pomidorowa

Jak to niewiele potrzeba aby wsadzić kij w mrowisko. Pewnego dnia, leżąc na kanapie przy włączonym tv i z laptopem obok, zrelaksowany czytałem nowe komentarze pod moim ostatnim artykułem. Coraz mniej zaczynało się pod nim dziać, gdyż dyskusja zeszła na tematy lokalnopolityczne i przeniosła się do komentarzy pod innym tekstem. Z nudów i chęci sprawdzenia reakcji wklepałem zdanie „ja wystartuję na burmistrza”. Kliknąłem „wyślij” i poszło. Dziś, po jakimś miesiącu od tamtych wydarzeń czytam, że na stołek burmistrza to ja się pcham. Hmmm…. Pchać to będą w dupsko postkomuchów we więźniu, a ja ewentualne STARANIA o stanowisko Mera mogę co najwyżej rozważać 🙂 To był wstęp, żeby uniknąć dalszych nieporozumień w tej kwestii. Przejdźmy do konkretów:

Dlaczego nie jestem schabowym ani zupą pomidorową:

Był okres, kiedy woziłem w samochodzie radio CB. Podczas swych podróży prowadziłem nasłuch i jak to bywa wśród pędzących, sfrustrowanych czy to korkami, czy stanem dróg, czy jazdą jakiegoś fajtłapy kierowców, dość często ktoś potrafił rzucić w eter solidnym mięsiwem. Z uśmiechem politowania i pogardy słuchałem wtedy ripost nadwrażliwych, ciapowatych tatusiów, którzy apelowali aby nie używać przekleństw, bo jadą z dziećmi. Po pierwsze, to CB-radio z założenia ma służyć do wymiany informacji drogowych, zatem jest przeznaczone dla kierowców – czyli dorosłych. Można je wyłączyć tak samo jak stronę porno w przeglądarce dziecięcego telefonu. Doraźnie pomoże, ale czy uchroni dziecko przed tym „samym złem”? Nie. I tutaj dochodzimy do „po drugie”. Zatem, po drugie, to nie wiem w jakim kraju ci nadwrażliwi tatusiowie się wychowywali, natomiast ja wychowałem się w Polsce, w Stoczku Łukowskim i w tutejszej podstawówce, nie ważne kto z jakiej był rodziny, wszyscy je*aliśmy kwiecistymi ku*wami już w wieku kilku lat. Praktycznie bez wyjątku. Chłopcy i dziewczęta. Taki jest świat, tego nie unikniesz. Czas pokazał, że używany przeze mnie i rówieśników, już od dzieciństwa, wulgarny język miał na naszą pozycję w świecie dorosłych taki sam wpływ jak fazy księżyca na gęstość porannego stolca u mojego psa. Czyli żaden. Nawet, w pojedynczych przypadkach, można było zauważyć odwrotną prawidłowość – jak ktoś był zbyt grzeczny w dzieciństwie, to potem dopadał go syndrom zerwania z łańcucha i potrafił skończyć jako żul, dziwka, aparatczyk. „Kto nie był buntownikiem za młodu, ten będzie świnią na starość”, rzekł niegdyś Marszałek Piłsudski… coś w tym jest…
Spójrzmy wyżej – „król Europy”, urodzony w Polsce. Fakt, nigdy nie nazwał nikogo dziadem, kanalią. Nigdy nie zablokował sejmowej mównicy. Złotousty. Czy to znaczy, że jest dobrym człowiekiem? Polakiem? Grożąc swemu krajowi sankcjami, m.in. za to, że nie chcemy tu mieć zaśmieconego arabami burdelu, gdzie strach wyjść na ulicę? A może mam przytoczyć taśmy Ks. Sowy? 🙂 🙂 🙂
To, jak się ktoś wyraża mówi o człowieku tyle, co kształt dzisiejszego stolca mojego psa o jutrzejszej pogodzie. Czyli nic. Ktoś kiedyś ostentacyjnie powiedział mi, że chce zakończyć znajomość ze mną, bo o Panu, który robił kebaba powiedziałem ciapaty. Nie był zainteresowany co tak naprawdę myślę o przedstawicielach tej społeczności, ani o tym, że mam nawet wśród niej kolegów. To mu wystarczyło, by wygłosić płomienną mowę. Zabiegając o względy mojego byłego kolegi mógłbym przeprosić, złagodzić język, ważyć każde słówko. Ale po co. Nie byłbym wtedy sobą, a exkolega nie lubiłby prawdziwego mnie, tylko mój obraz, który ja sam przed nim kreowałbym. Tak samo mógłbym na tym portalu pisać peany pochwalne na wszystkich bez wyjątku, być grzeczniutkim i potulnym, aby wszystkim się podobało. Ale też nie byłbym sobą. Nie jestem zupą pomidorową, nie trzeba mnie lubić. Kto mnie dobrze zna i komu nie przeszkadza moja powierzchowność ten wie, żem uczciwy, prawy i porządny. W drodze na fotel burmistrza także nie zamierzam udawać lepszego, niż jestem. Mądrzy docenią. Głupcy nie są targetem ani tych artykułów, ani mojego programu wyborczego, ani kandydatami na moich przyjaciół. I ch*j.

To jak w takim razie zamierzam wygrać wybory, jeśli już zdecyduję się kandydować:

Wbrew pozorom wierzę w ludzi i ich mądrość. Wierzę, że będą potrafili wybrać mądrze – nie kierując się tym, czy mnie prywatnie znają, czy lubią itp. Mam nadzieję, że postawią na kompetencje. Na człowieka, który pracował, czymś zarządzał, coś kreował, a nie szedł po najniższej linii oporu ślizgając się po publicznych stołkach lub całe życie grzejąc dupskiem ciepłą, budżetową posadkę. Dzięki swoim dotychczasowym doświadczeniom nie jestem przyzwyczajony, jak większość ludzi, siedzieć i czekać, aż ktoś da mi coś do roboty. Aby przybliżyć o co mi chodzi opowiem wesołą anegdotę: rekrutowałem kiedyś osobę na kierownicze stanowisko w firmie, której dowodziłem. Ów menedżer miał w zasadzie samodzielnie poprowadzić jeden z działów firmy sprzedający pewien konkretny typ usługi. W wielkim skrócie – w pierwszej kolejności miał pozyskać klientów, po czym sprawować pieczę swoimi kontraktami. Naturalnym jest, że nikogo nie obchodziło jak to zrobi. Dostawał laptop, telefon i dostęp do zasobów ludzkich i finansowych firmy. Czyli standard. Przeglądanie CV z początku jest zabawne, potem męczy jak cholera. Kto przy tym robił, ten wie. Jak już wcześniej mówiłem, wierzę w ludzi, ale po pierwszych pięciu osobach, które dobrze wypadły na rozmowie, i które w ciągu miesiąca dostały to stanowisko, zacząłem na chwilę powątpiewać… Tak, dobrze napisałem, w ciągu miesiąca. Stanowisko było jedno, osób, które je dostały było pięć. Oczywiście jedna, po drugiej 🙂 Dwie pierwsze zrezygnowały same po 2 dniach, dwie nie przyszły do pracy już pierwszego dnia i słuch o nich zaginął, ostatniej osobie podziękowaliśmy po tygodniu. Dopiero szósty kandydat się ostał. Powód był jeden – brak jakiejkolwiek aktywności. Ludziska siedziały i patrzyły na mnie pytającym wzrokiem „co robić?”. Jedna, odważniejsza Pani zadała to pytanie wprost. Odpowiedziałem, że mogę jej co najwyżej podpowiedzieć, co ja bym zrobił, a stać i pokazywać jej palcem jest mi trochę głupio, poza tym mija się to z celem utworzenia tego stanowiska. Pani popracowała (jeśli można to tak nazwać) jeszcze dzień i podziękowała. Podczas tej rekrutacji to ja popełniłem błąd, bo stawiałem głównie na młodych, z nikłym doświadczeniem menedżerskim. Mierząc ich swoją miarą (bo sam dość wcześnie zacząłem tak pracować), myślałem iż taka funkcja ich znobilituje, doda pewności siebie i zmotywuje do efektywnej pracy – myliłem się. Niektórzy po prostu nie mają zacięcia do samodzielnego działania i lepiej czują się kiedy ktoś wytycza im zadania i cele. Na stanowiskach o dużej swobodzie nie potrafią nawet ruszyć z miejsca. Dlatego też odradzam głosowanie w wyborach na wiecznych szeregowych pracowników, którzy w swym życiu zawodowym nie zetknęli się z opracowywaniem strategii i podejmowaniem decyzji.
Tyle na temat kompetencji miękkich, które ciężko dowieść papierami 🙂

No to co z tym programem:

Wstępnej propozycji programowej nie będę po raz któryś już przepisywał, gdyż pojawiała się ona na tym portalu już więcej razy niż na tyłach stoczkowskiego kościoła pękła flaszka, podczas spotkań przygotowujących młodzież do bierzmowania. Pierwszy raz swe wypociny pisałem w komentarzach jakiś rok czy dwa temu. Powiem tyle, że jeżeli przyjdzie co do czego to będą szersze i bardziej konkretne 🙂 Nakreślmy sobie jednak takie absolutne minimum, które każdy Burmajster (wspólnie z radą) w swojej pracy musi realizować:
słuchanie obywateli i reagowanie na ich potrzeby
dysponowanie środkami pieniężnymi miasta – wpływami z podatków, subwencji etc.
bieżąca konserwacja miasta – ulice, chodniki, skwery, parkingi, odśnieżanie etc.
czujność na wszelkie programy rozwojowe i dofinansowania
sprawy reprezentacyjne – uroczystości, spotkania etc. Tutaj mało ważne.
To chyba jest taka najniższa linia oporu. O ile w miastach, gdzie rozwój nabrał samorozpędu, można się obejść samym odbębnianiem takich szlagierów, tak u nas, gdzie zamiast rozwoju, jest regres, potrzeba czegoś więcej niż odbębniania. Jednak, póki co, niestety raczej się odbębnia. Taki odbębniający burmistrz w sumie niewiele różni się od wspomnianego wyżej szeregowego pracownika – robi tylko to, co musi.
Jeśli prywatna gospodarka sama nie daje rady wynieść miasta na wyżyny, trzeba jej pomóc. I właśnie dlatego skupiłem się na próbach rozwoju gospodarki. Moje pomysły mogą się wydać śmieszne, ale tylko tym, którzy w swoim życiu nie próbowali wyjść poza własne ograniczenia i horyzonty szerokości ul. Poprzecznej. Powiedzmy sobie szczerze – pieniędzy w kasie miasta jest tyle co seksapilu u feministek. Dlatego trzeba rzeźbić z tego, co jest. A jest niewiele więcej niż ten wspomniany wcześniej laptop i telefon. Już tak miałem, że wyposażony w powyższe narzędzia oraz chęci, zapał i swoją głowę, bez kasy zaczynałem działać, tworzyłem prototypy, szukałem partnerów i pomocy. Cośtam wychodziło 🙂
W którymś komentarzu poprosiłem, żeby mieszkańcy zgłaszali mi swoje problemy, co pomoże mi zbudować konkretniejszy program. Jedynym odzewem był jakiś troll, który zarzucił mi, że nie znam potrzeb mieszkańców. No cóż, nie jestem rezydentem ich umysłów. Widzę ogólny problem wyludniania się miasta. Mam miejsce do życia w Stoczku i poza Stoczkiem. I w sumie nie mam czasu przejmować się rzeczami, które dla niektórych są ważne, a dla mnie mogą być pierdołami. Zwyczajnie nie chce mi się pisać skarg, że pług MZGK regularnie usypuje śniegową zaspę na wjeździe do mojej posesji. Ale na mojej ewentualnej drodze do stołka i podczas piastowania urzędu bynajmniej nie zamierzam być obojętny na głosy obywateli 🙂 Jak przyjdą mieszkńcy ulicy X mówiąc, że pokupili sobie Ferrari z prześwitem wielkości mysiej pyty i nie mogą wjechać na podwórka bo ulica gruntowa i grzęzną w błocie, to wyasfaltuję im tę ulicę z pierwszych wolnych środków miejskich 🙂
Generalnie tylko takich problemów wszystkim Stoczkowiakom życzę 🙂

Alem rzygnął na koniec propagandową autopromocją z aspartamem. Motyla noga.

Pozdrawiam,
Wasz Wujaszek

Opanowałem sztukę spania z otwartymi oczami,
telekinezę, telepatię,
chcę Cię ściągnąć myślami…

Zostaw komentarz

48 komentarzy do "Wujaszek Heinrich uczy i bawi: Nie jestem zupą pomidorową, czyli o tym dlaczego nie włażę Wam w tyłki i jeszcze o kilku innych sprawach."

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Franek
Gość

Mili dyskutanci, rodacy, proponuję utworzenie na fejsie strony o nazwie Debata przedwyborcza w Stoczku Łukowskim i tam przenieść tę dyskusję. Zaproszeni wszyscy, którym nieobojętna jest przyszłość naszego miasteczka, a szczególnie kandydaci na urzędowe stanowiska. Osobiście widziałbym panią Agnieszkę Barej jako osobę doświadczoną w prowadzeniu spotkań z publicznością, która będzie zadawać pytania kandydatom. Co wy na to?

Franek
Gość

Albo nie. Mam jeszcze lepszy pomysł. Każdy kandydat na urzędowe stanowiska może przedstawić swój program na łamach nadswidrem, a pan Marcin Staniszewski obowiązkowo zamieszcza, a potem wszyscy komentują. Co wy na to?

Znajoma
Gość

Hu, hu, ha, ha, ha. Waluś to Heinrich! Ale jaja! Tutaj śledze nadświdrem od pewnego czasu i padały rózne typy nazwisk (kim jest heinrich). Ale Waleckiego nikt nie wymieniał, bo Jego poważnie nie traktują, ani jego żony – jako kandydatów na burmistrza (bo każdy wie, że to ludzie Gołęgowskiego). Po drugie ten cały Koziar i jeszcze kilku komentujących nad świdrem (np. Andrzej) to jest ta sama osoba (czyli Heinrich czyli Walecki), która się ze sobą kłóci i udaje, że ludzie się tym interesują. Robi Was wszystkich w konia! Brawo! Walecki na prezydenta!

Franek
Gość

Jednakowy numer identyfikacyjny świadczy o tym, że osoby o w/w imionach korzystają z tej samej sieci. Na przykład piszą wszyscy z tej samej kawiarenki internetowej albo szkoły.

Franek
Gość
Wbrew temu co piszesz, chyba wierzysz w ludzką głupotę i naiwność. O najmądrzejszy w całej wsi, Wierzysz, że będą potrafili wybrać mądrze Ciebie? To tak się zdobywa głosy: powiedz głupiemu, że jest mądry, powiedz grubej, że ma piekną figurę, a z wdzięczności odda na Ciebie głos. Mieszkam już w Stoczku na tyle długo, żeby poznać kilka kompetentnych osób, które nie muszą się chwalić, że cieżko pracowali, studiowali i szanują pieniądze i ludzi. Teraz się mądrzysz, a jak by przyszło co do czego, to nie ma gwarancji, że załatwiłbyś chiński marmur dobrej cenie na pomnik Kosciuszki. A może postawiłbyś pomnik Banderze?… Czytaj więcej »
Sopotko
Gość

Wujku ile masz lat? 😉 czytam te wszystkie Twoje artykuły i tak nie mogę odkryć

ha ha
Gość

a ten nadal myśli ze ktoś bierze poważnie do siebie te jego wypociny. zwykły Volksdeutsche

Stoczkowiak
Gość
Czytam każdy Twój wpis z dużym zainteresowaniem i jako młody mieszkaniec naszego pięknego miasta jestem bardzo zadowolony, że jest osoba której zależy na Stoczku. Co do Twojego kandydowania na fotel burmistrza jestem na tak. Robisz rozenmznanie wśród mieszkańców i ich problemów. Odzew był jaki był ale liczą się chęci. Rządzenie naszym miastem na pewno nie jest łatwe ale jak masz pomysł to masz mój głos. Nie znam Cię osobiście ale pierwsze wrażenie jest dla mnie jak najbardziej pozytywne. Chcesz działać, masz szeroki horyzont myślowy. Wystarczy to tylko doprecyzować i będzie ciekawy program wyborczy. Moim zdaniem powinieneś wystartować. Miejmy nadzieję, że… Czytaj więcej »