Wujaszek Heinrich uczy i bawi: Krótki przewodnik po stylu. Dla mężczyzn.

ilustracjastyl

Tekst przeznaczony dla mężczyzn. Prawdziwych. Kobiety nie znajdą tu wiele dla siebie, a użyty, dosadny język może je razić. To samo tyczy się zniewieściałych, nadwrażliwych Panów, którzy lubią żyć w wyimaginowanej utopii, gdzie wszystko się wszystkim podoba, a jeśli nie to wolą kłamać aniżeli szczerze powiedzieć co jest nie tak.

O stylu ludzie piszą książki, jednak tutaj nie ma na to miejsca. Zanim przejdziemy do rzeczy, trzeba przyjąć kilka założeń i prawd oczywistych. Oto one:

1. Ani ubiór, ani stan portfela, ani praca czy wykształcenie nie stanowią o wartości człowieka. Ubiór i ogólny wygląd zewnętrzny natomiast, może świadczyć o szerokości horyzontów danego obywatela i do jego szacunku do osób go otaczających. Trudno mówić o szerokich horyzontach i szacunku do kogoś, kiedy uwalone gnojem gumofilce uważasz za odpowiedni element stroju na spotkanie z tym kimś i pchasz się w nich do jego domu lub samochodu.
2. Ja nie jestem wybitnym specjalistą w dziedzinie mody i ogólnego ludzkiego wyglądu. Wykonuję nieco bardziej męski zawód. Nie będę zatem rozprawiał tutaj o szczegółach w stylu jakie spinki do mankietów dobrać, albo jakie zestawienia kolorystyczne są modne tej jesieni. Gdyby jakaś blogerka modowa na mnie popatrzyła, na pewno znalazłaby jakieś rzeczy, które chciałaby poprawić (btw. ostatnio nawet popatrzyła i powiedziała mi, że ubieram się ładnie, lecz „schematycznie”, cokolwiek by to miało znaczyć). Nie chodzi jednak o to, by popadać w paranoję. Jako facetowi, nie chce mi się codziennie rano stać godzinę przed lustrem. Outfit ma być elegancki i stosowny do okoliczności, ale uzyskany szybko. Zatem o fikuśnym wiązaniu szalików, ani godzinnym połowicznym wsadzaniu spodni w cholewki, tak żeby było niby niechlujnie ale jednak celowo, tutaj nie będzie. Wypiszę po prostu zjawiska obserwowane dosyć często na ulicy, które gwałcą moje poczucie estetyki. Podsumowując, nie będę pisał jak masz wyglądać, tylko jak masz NIE wyglądać!

Całość podzielimy na outfity codzienne i oficjalne. Zaczynamy!

Rozdział I – outfity codzienne i przykłady robienia z nich popłuczyn

1. „Pewexowe rozdwojenie jaźni”, czyli jeansy i bluza sportowa, nie daj Boże jaskrawa i z napisami.

Twoje nogi idą do pracy, a Twój tułów pobiegać? U schyłku komuny faktycznie, był to niezły lans, gdyż na jeansy trzeba było pracować miesiąc, a sportową bluzę typu Adidas czy Nike można było kupić co najwyżej za dewizy. Ci, co chcieli pokazać, że mają wujka w USA wrzucali na siebie takie zestawienia i byli wówczas królami życia, natomiast dziś taka kombinacja pasuje do siebie jak świni siodło. W ogóle ubrania przystrojone ordynarnymi nadrukami i napisami (tu mam na myśli bluzy), niejednokrotnie nazwą i logo producenta są trochę kiczowate i zalatują byciem chodzącą reklamą. Nie czujesz się trochę jak banner? Jakieś 50 lat temu, kiedy mężczyźni wyglądali jak mężczyźni, gdyby Cię zobaczyli zapewne tak by Cię nazwali. Bluzy owszem, są wygodne. Sam używam. Ale do jeansów, na litość Boską, załóż bluzę jednolitą w jakimś stonowanym kolorze. Świecąca katana z wielkim napisem „Just do it” pasuje tylko do dresu i tylko wtedy, kiedy idziesz ryć żużel wokół stadionu szkolnego, nabijając kolejne okrążenia.

2. „Matrioszka”, czyli suwak w suwak

Bluzy, jak wiemy są nie tylko zakładane przez głowę. Są też takie z suwakiem. Od góry do dołu. Nieważne czy jest to Adidas, Nike, Puma, Reebok tudzież bardzo dobre polskie marki jak 4F, Cropp, House itd. Kiedy na taką bluzę zakładasz normalną, codzienną kurtkę, broń Boże jeszcze skórzaną, wyglądasz jak sprzedawca firan nadmiernie utożsamiający się ze swoim asortymentem. Patrząc na tak ubranego Ciebie, aż się człowiek zastanawia, czy za którymś z kolei suwakiem będzie następny i czy jak się je kiedyś porozsuwa wszystkie, to czy dojdziemy do punktu, w którym będzie można zobaczyć co znajduje się za Tobą. Taki outfit miał jeden z bohaterów filmu „Wojna Polsko-Ruska” w scenie, gdzie kupowali colę. To powinno Cię wystarczająco zniechęcić. Tego typu kombinacje są uzasadnione tylko wtedy, kiedy ubierasz się na cebulkę do odśnieżania, na narty/snowboard i tylko kiedy na te bluzy zakładasz sportową, narciarską kurtkę.

3. „Buty rakietowe” – czyli obuwie do biegania stosowane na co dzień, do jeansów.

W sumie powinno być to podpięte pod punkt 1, bo często razem występuje. Gruba na 3cm, amortyzująca, kauczukowa podeszwa wygięta w banan, zachodząca na czubek buta. Jeszcze najlepiej jasnego (białego?) opatrzonego logo sportowej marki. Zakładasz to do jeansów. I tak masz czelność przyjść do Kościoła… Idziesz tam pobiegać, czy poskakać? Znów wyglądasz jak relikt PRL po wyjściu z Pewexu. Na Rany Chrystusa, na świecie istnieją buty inne od sportowych! Do codziennego dreptania, w sklepie u Pana Pyry powinieneś znaleźć coś bardziej odpowiedniego, a jeśli nawet nie, to świat obuwia nie zaczyna się i nie kończy w Jego sklepie. Buty takie, jak opisałem, służą do biegania i koniec. Zakładając je na co dzień, wyglądasz tak samo, jakbyś założył obuwie BHP-owskie, z metalowym noskiem z przodu i poszedł tak na pogrzeb.

4. „Inwalida” – czyli klapki, japonki i tym podobne środki przeciwgrzybicze na basen i do publicznych natrysków, używane do chodzenia w nich po ulicy

Widziałeś kiedyś nieszczęśliwego człowieka, który urodził się z jedną nogą krótszą od drugiej? W klapkach poruszasz się tak samo jak on. Albo jak kaczka. Do tego chodząc wydajesz śmieszne odgłosy. Ja wiem, że latem bywa gorąco. Że się chodzi w krótkich gaciach i luźnym t-shircie, bo inaczej się nie da wytrzymać. Ale jako facet musisz być zawsze gotowy do akcji, do biegu. Kiedy zobaczysz starszą Panią, która potyka się na przejściu i zaraz może być rozjechana przez pędzący samochód, powinieneś ruszyć do biegu i ją ratować! A w klapkach, czy japonkach możesz się co najwyżej wywalić i wybić kły, albo zrzucić te klapki i biec na bosaka, zostawiając krwawe ślady na szorstkim asfalcie. W obu przypadkach, jeśli samochód zdąży wyhamować, będziesz bardziej poszkodowany niż wspomniana Pani. Twój chód ma być płynny, sprężysty, podkreślać Twoją dobrą formę fizyczną, a nie przypominać sztywnonogiego kalekę. Serio, stać Cię na prawie nowe audi przyciągnięte na lawecie od Niemca (nie rozumiem stoczkowskiej mody na tę markę), a nie stać Cię na parę porządnego, letniego, przewiewnego, pełnego obuwia? Jest tego w bród, nawet wśród sportowych marek, które tak lubisz. Warto też wspomnieć, że w naszych realiach, chodząc w klapkach jesteś wymarzonym celem dla kleszczy i tym podobnego ustrojstwa czającego się w trawie.

5. „Rambo” – czyli goła klata

Łączysz przyjemne z pożytecznym opalając się podczas golenia trawy na podwórku? Super. Ale jak pójdzie Ci łożysko w kosiarce i zechcesz wstąpić do „Ćwiary” po nowe, to, do licha ciężkiego, wrzuć na siebie t-shirt czy cokolwiek. Miej trochę szacunku do otoczenia i nie zmuszaj ludzi stojących w kolejce przy kasie do kontaktu z bakteriami obecnymi w pocie, którym cały ociekasz. Przed opuszczeniem własnego podwórka, oprócz włożenia t-shirtu, nie zapomnij też zmienić obuwie. Jeśli nie wiesz po co, patrz punkt wyżej.

6. „Przodownik” – czyli strój roboczy poza miejscem pracy

Przerzucałeś gnój na polu i zapragnąłeś w trakcie lub po pracy wstąpić do biedronki po parę zimnych piw, bo upał jak cholera? Dobra myśl. Ale przed tą wyprawą umyj się i przebierz! Ani ja ani nikt inny nie ma ochoty przeżywać w Twojej obecności wątpliwych doznań zapachowych. Nie interesuje mnie też, co wczoraj dawałeś świniom do żarcia. Pani na kasie raczej też będzie miała wątpliwą przyjemność odbierania od Ciebie banknotów, podawanych brudnymi od gnoju łapami.

ROZDZIAŁ II – czyli outfity oficjalne i przykłady robienia z nich popłuczyn

1. „Tony Hawk” – czyli goła łydka spod garniturowych spodni

Klasyka gatunku. Przeczytasz o tym w każdym poradniku do „surwawiwre”. Przychodzisz w garniaku, siadasz, dumnie zakładasz nogę na nogę, podnosi się nogawka i spod niej świeci naga goleń. Światowej sławy skater, Tony Hawk golił łydki, gdyż podobno w jakiś sposób pomagało mu to robić te wszystkie wspaniałe ewolucje na desce. Natomiast, jeżeli nie nazywasz się Tony Hawk, wygląd Twoich łydek nikogo nie interesuje. Zaopatrz się w stosowne, wysokie, garniturowe skarpety.

2. „Homonto” – czyli permanentnie rozpięta marynarka

Kolejny klasyk. Guziki w marynarce nie są tam dla ozdoby. Dyndający podczas chodzenia, niczym wahadło zegarowe krawat też nie jest estetycznym widokiem. Błąd popełniany nawet przez naszych miejskich oficjeli. A to przecież oni powinni świecić przykładem właściwych zachowań. Umówmy się: siadasz – rozpinasz marynarkę. Wstajesz – zapinasz. Na jeden guzik wystarczy. Czy jest to trudne, Panie Burmistrzu?

3. „Odgromówka” – czyli wąski krawat na weselu

Wąskie krawaty zostały pomyślane do mniej oficjalnych strojów garnituropodobnych. Są teraz modne, owszem. Ale na bal czy wesele zapodaj klasyczny, szeroki krawat. Ch*j, że jak założysz wąski i akurat nie będzie mnie na tej imprezie, nikt inny nie zwróci uwagi… Będziesz miał przynajmniej świadomość, że wyglądasz jak trzeba.

4. „Rosiewicz” – czyli małe i „łamane” kołnierzyki

Pani w sklepie sprzedała Ci koszulę z małym kołnierzykiem, lub z tzw. łamanym, przystosowanym do muszki i Ty chcesz to założyć do garnituru na wesele? Pani Ci doradziła, bo zapewne chciała sprzedać. Krawędzie kołnierzyka winny się ładnie schodzić z brzegami marynarki, w stronę zbiegu do jej guzików. Mały kołnierzyk jest pomyślany na wyjścia mniej oficjalne i w zestawieniu z marynarką tworzy w miejscach spodziewanego w/w zbiegu puste, nieestetyczne przestrzenie. Z kolei łamany kołnierzyk i muszka, przewidziane są do fraka. Zakładając to do klasycznego garnituru wyglądasz jak idiota. Możesz teraz wyrzucić zdjęcia ze studniówki.

5. „Obieg otwarty” i „Choroba wieńcowa” – czyli zwykle występujące razem zdejmowanie marynarki podczas imprezy, oraz luzowanie krawata i rozpinanie koszuli wokół szyi

Wyobraź sobie jak niewiele potrzeba abyś od wyglądu gościa z klasą przeszedł do wizerunku wioskowego pijaczka po całonocnej bibce. Kiedy zdejmiesz marynarkę i poluzujesz krawat, wyglądasz jak ten drugi. Chcesz pokazać, że celebrujesz tę wyjątkową chwilę jaką jest bal lub wesele razem z ich gospodarzami, czy że jesteś amatorem darmowego żarcia i napitku, a w garniak wcisnąłeś się od niechcenia tylko po to by Cię wpuścili, bo w sumie to najchętniej przyszedłbyś w dresie? Jak już założyłeś ten krawat i marynarkę, to na wszystkie świętości, zostań w nich do końca! Imprezy, albo swojego w zależności, który nastąpi pierwszy. Jak jest Ci gorąco to zdejmij na chwilę tę marynarkę, ochłoń, ale załóż ją potem znowu.

6. „Happy feet” – czyli trzeszcząca o podłoże, gumowa podeszwa

Sam miałem kiedyś takie buty. Na jednej imprezie. Kiedy chodziłem, niskiej jakości gumowa podeszwa trzeszczała i piszczała trąc o podłoże. Jeśli też masz takie, zrób to, co ja, wywal je i kup takie, które nie trzeszczą. Chyba, że chcesz wyglądać jak dziecko z piszczącymi butami a podczas tańca zostawiać na parkiecie ślady swych tanecznych kroków. Jeśli nie znajdziesz u Pana Pyry nietrzeszczących butów, to poszukaj gdzieś indziej takich ze skórzaną podeszwą. Wiesz w ogóle, że takie istnieją? One nie będą trzeszczeć. Jak będziesz o nie dbał, to posłużą Ci do końca życia. I podczas chodzenia będziesz wydawał przyjemny dla ucha, majestatyczny stukot. O czystości butów i konieczności noszenia przy sobie kawałka chusteczki, by je przetrzeć po wyjściu na fajka, nie będę tu wspominał, bo już na samą myśl o brudnych butach nóż mi się otwiera.

7. „Kajdan” i „Wielkomorski Żeglarz” – czyli błędy zegarkowe

Jeśli nosisz zegarek, możliwe, że jest on na bransolecie. Lecz, kiedy wciskasz się w oficjalny garniak, to do stu piorunów zdejmij go lub załóż odpowiedni!!! To samo tyczy się wielkich, naręcznych busol, modnych w ostatnim czasie. Fajnie, że masz wypasionego G-Shock’a, ale do garnituru pasuje on jak Anna Grodzka do Tap Madl. Do garnituru tylko stonowany sikor, na skórzanym pasku pod kolor butów, z cienką kopertą, która pozwoli mu schować się pod mankiet koszuli. Przy okazji, sam mankiet powinien wystawać delikatnie spod marynarki, której oczywiście nie zdejmujesz 🙂

To tylko kilka podstawowych, rażących mnie subiektywnie niedoskonałości wizerunkowych mężczyzn. Panie miały tego tekstu nie czytać i żadna z nich nie powinna dojść do tego momentu, w którym mówię, że o nich może być następny odcinek z tej serii. Nie powinny zatem protestować.

37
Zostaw komentarz

avatar
9 Comment threads
28 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
HeinrichwarszawiakAndrzej Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
obserwator
Gość
obserwator

Artykuł ciekawy, trochę rażący stylem i wyższością autora wobec bezimiennego odbiorcy – moim zdaniem napisany mniej dosadnie i tak znalazłby grono entuzjastów dyskusji. Z drugiej jednak strony, prowokująca wymowa sprzyja, aby grono to rosło w piorunującym tempie 🙂 Zastanawiający jest fakt, że tak wielu komentatorów poczuło się wręcz urażonych, tak jakby ktoś im samym, coś zarzucał, wytykał… Moim zdaniem, lekcji stylu, dobrego wychowania i taktu nigdy za wiele! Inna kwestia – ślepe zapatrzenie w stolicę, jako kopalnię wzorców. Moi drodzy, o dobrym guście nie decyduje liczba lat spędzonych w dużym mieście, tylko umiejętność wyboru – co jest godne powielania, co… Czytaj więcej »

Sikorek
Gość
Sikorek

Nie wiem czy Cie znam, ale skoro jesteś ze Stoczka to duże prawdopodobieństwo, że tak – choćby z widzenia. Ale gdybyś nie pisał anonimowo, tylko ujawił tożsamość to wtedy można by było stwierdzić, że ok – facet ma racje, wie co mówi, bo widzę go czasami i faktycznie nie mam mu nic do zarzucenia i może w tej kwestii doradzać innym. A tym wypadku dość zabawny jest fakt, że ktoś ma zastosować do rad noname w internetach. A Ty nadal masz przekonanie, że tak będzie… 😀

Gray
Gość
Gray

Nie trzeba samemu być wirtuozem, żeby uczyć kogoś gry na instrumencie.

e - mail
Gość
e - mail

To nie ubieraj się jak gej.

Gray
Gość
Gray

A jak się ubiera gej? Czy to znaczy, że dobrze ubrany, estetyczny, pachnący. zadbany i w dodatku kulturalny człowiek to gej? A ten w błyszczącej dresowej bluzie, brudnych butach, śmierdzący fajkami i zapocony to hetero?

Sikorek
Gość
Sikorek

To co bym chciał, żeby było, a to co jest to są dwie różne rzeczy. Najwyraźniej Henrichu za mało lat przeżyłeś na tym świecie, żeby w dalszym ciągu myśleć tak życzeniowo. 🙂

Andrzej
Gość
Andrzej

Wybory do samorzadu za rok to i Hainricha ze smyczy spuścili (na razie wyścibolił neutralny artykuł (?) o modzie) i na sekretarza gminy piszą pamflety…. Niebawem będą pewnie artykuły jak to wójt i burmistrz są beznadziejni, jak radni nic nie robią tylko „piniędze bioro”…. A wszystko tylko po to, by kandydata swego na jakiś stołek wepchnąć – tylko jeszcze sami nie wiedzą: do wielkiego miasta Stoczka, czy na te zapytałem wiochy…. Mam dla was złą wiadomość: ludzie was nie wybiorą bo wiedzą czym się zajmujecie i z czego żyjecie…. Pozdrawiam

warszawiak
Gość
warszawiak

Widze Andrzeju po Twoich wpisach ,ze jestes blisko ,,korytka ,, władzy i zblizające sie wybory powodują ,iz pali ci sie grunt pod nogami.
Z nastrojów społecznych wnioskuje ,ze bedzie bardzo trudno obecnej władzy miasta i gminy utrzymac ,,stołki,,.
Warunek jest jeden :: muszą pojawic sie dobrzy , młodzi kandydaci.
Mysle ,ze miastem powinna pokierowac pewna znana ,wykształcona kobieta a gminą Zbyszek Bogusz.

Czytelniczka
Gość
Czytelniczka

Z tym Zbyszkiem to sobie daruj moze!!!! Do pewnych funkcji trzeba dorosnac!!!

warszawiak
Gość
warszawiak

Dorosłosc to pojecie wzgledne.Lepiej miec młodego ,sympatycznego i otwartego wojta niz wyniosłego, traktującego wszystkich pretensjonalnie urzedasa.
Jesli ktos pracował w ,,korpo,, to wie ,ze do zarzadzania projektami wybiera sie lubianych ,konsyliacyjnych ludzi , którzy potrafia budowac kompromisy a nie bucow ,ktorzy zjedli wszystkie rozumy.

polkozapolswiniapolheinrich
Gość
polkozapolswiniapolheinrich

Andrzej, myślisz że przemyt ruskich fajek może skreślić pana Heinricha?